jak walczyć z depresją

Depresja – można ją pokonać

Depresja to poważna i ciężka choroba, która wpływa na nasze zdrowie jak inne choroby, choć objawia się w inny sposób. Znacznie wpływa ona na życie rodzinne i zawodowe wielu ludzi. Można jednak z nią walczyć, choć wymaga to czasu i zmiany wielu nawyków. Najlepiej udać się po pomoc do specjalisty. Po drodze jednak jest wiele pytań i wątpliwości na które można znaleźć tu odpowiedzi:

• Jakie testy na depresję warto wykonać?
• Jakie są objawy depresji?
• Czy Omega-3 pomaga w leczeniu depresji?
• Jak pomóc osobie z depresją?

Na stronie będą sukcesywnie dodawane nowe materiały, które mają pomóc osobom szukającym pomocy w walce z depresją!

Telefon zaufania dla chorych na depresję

Jeśli trafiłeś na tą stronę i szukasz natychmiastowej pomocy lub chcesz z kimś porozmawiać, ale nie masz z kim, możesz zadzwonić na telefon zaufania. Rozmowa jest bezpłatna, możesz rozmawiać jak długo potrzebujesz. Z porad specjalistów możesz skorzystać pod numerem 116 123 od poniedziałku do piątku w godzinach od 14.00 do 22.00.

Możesz także skorzystać z telefonu 22 654 40 41 – jest to Antydepresyjny Telefon Zaufania Fundacji ITAKA, przy którym w każdy poniedziałek i czwartek dyżurują psychiatrzy, zajmujący się leczeniem depresji (wszystkie poniedziałki i czwartki w godz. 17.00 -20.00) Rozmowa przez telefon nie pomoże nam w wyleczeniu depresji, ale na pewno możemy uzyskać wiele cennych informacji i rozwiać nasze wątpliwości. Poza tym dobrze jest wiedzieć, że zawsze jest ktoś kto z nami porozmawia o naszych problemach.

Czym tak naprawdę jest depresja?

depresja-3Depresja to choroba, która należy do zaburzeń psychicznych z dominującym objawem subiektywnie odczuwanego obniżenia nastroju. Występuje ona najczęściej w przypadkach, takich jak: zaburzenia somatyczne, zaburzenia nastroju, zaburzenia adaptacyjne wywołane trudną sytuacją, w wyniku zatruć i działań leków. Bardzo często dotyka pacjentów, u których rozpoznano lub doszło do innych zaburzeń psychicznych, np. schizofrenii lub zespołów abstynencyjnych. Należy pamiętać, że depresja jest jednostką chorobową, a nie tylko i wyłącznie chandrą lub uczuciem smutku. Jej leczenie nie może przebiegać samodzielnie. Powinien się tym zając lekarz psychiatra. Leczenie kliniczne, w szpitalu jest rzadko konieczne. Najczęściej można leczyć chorobę poprzez wizyty u specjalisty.

Wyróżniamy poszczególne rodzaje depresji:

  • Depresja epizodyczna- (najczęstsza) trwa krócej niż dwa lata, a jej początek wiąże się z istotnym doświadczeniem
  • Depresja przewlekła- trwa dłużej niż 2 lata z możliwymi okresami bezobjawowymi, które nie trwały maksymalnie do 2 miesięcy

Zdiagnozowanie depresji powinniśmy rozpocząć od zadania sobie lub też pacjentowi 2 pytań:

  1. Czy w ciągu ostatniego miesiąca dokuczało nam poczucie smutku, beznadziejności?
  2. Czy w tym okresie występowało poczucie braku sensu wykonywania czynności, np. pracy. Czy odczuwaliśmy mniejszą przyjemność z ich wykonywania?

 

Powyższe pytanie, nie są jedynymi oznakami depresji. U osób dotkniętych tą chorobą mogą wystąpić objawy, takie jak:

  • problemy z koncentracją
  • zaburzenia snu
  • obniżenie apetytu lub też jego brak
  • zaburzenia seksualne, np. spadek popędu seksualnego
  • migreny lub bóle innych części ciała

W wyniku depresji spada także nasza odporność, co może spowodować częstsze niż zwykle zachorowania na przeziębienia lub grypę. Warto pamiętać, że nasz układ odpornościowy pracuje i chroni nas każdego dnia, podczas gdy my nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dlatego podczas depresji stajemy się podatni na każde ataki drobnoustrojów. Grzybice, zarażenia wirusowe lub bakteryjne mogą występować nader często.

Leczenie depresji

depresjaLeczenie depresji nie możemy zacząć „biorąc się w garść”. Leczeniem powinien zająć się lekarz psychiatra. Jeżeli jednak zdarzy nam się rozmawiać z osobami, u których doszło do tej choroby, zaleca się unikanie stwierdzeń typu „wszystko będzie dobrze”. Nie pomagają one w żaden sposób, a każdy kto był choć raz smutny słyszał te zdanie setki razy. Zamiast tego powinniśmy uważnie słuchać osoby, nie bagatelizować jego narzekań, a także unikać surowych ocen.

Zaleca się, aby w rozmowach z taką osobą zachęcać ją do podejmowania działań, które sprawiały jej niegdyś przyjemność. Raz jeszcze powtórzę, aby w żaden sposób nie oceniać osoby, jeśli takowych czynności nie podjęła. Być może w tym momencie było to dla niej po prostu za trudne. Ale nie jest powiedziane, że z biegiem czasu nie przypomni sobie naszej rady.
Depresję leczy się powoli! Efektów nie będziemy widzieli z dnia na dzień. Nawet przy podawaniu leków są one widoczne dopiero po 2 tygodniach.

Depresja to jedna z chorób cywilizacyjnych. Nie warto jej lekceważyć, podobnie jak pozostałych chorób jak cukrzyca (tutaj można poznać objawy cukrzycy). Pierwszych informacji można szukać w internecie, ale docelowo fachowych porad i odpowiedzi udzieli lekarz specjalista.

84 Responses to “Depresja – można ją pokonać”

  • Piotras pisze:

    Lak wyleczyć się od depresji.
    1. Odizolowanie się od negatywnych osub.takich jak ( swiadomie lub nieswiadomie, czerpiąc satysfakcje zakucają spokuj) – robią syf twoim umysle zyciu osobistymi pronlemami praca wuszczegać się Mobbingu oraz nazucanej Sociotechniki.
    2. Unikanie sytuacji ktura sprowadza człowieka do popełnienia problemu, pozbywamy się obecnych problemów ( NIE ZASTĘPUJEMY ICH INNYMI PROBLEMAMI)
    3. Unikamy sytuaci ktura sprowadza nas do stresu lub konfrontacjii z osobami robiącymi syf.
    4.1/4 tabletki na noc Clonazepaum Zero ALKOCHOLU !!! Papierosy mozna sobie zapalic ale po 2 mc Clonazepaum zastępuje głud tutoniowy i alkocholowy, dzałanie natychmiastowe zmiana samopoczucia.
    5. I do tego 2-4 spokojnych znajomych.
    6. Praca 3.200 – 3.500 zł netto/ 8/h na mc
    7. Mozesz spac spokojnie

    • Renata pisze:

      Troszkę temat spłyciłeś, narobiłeś dużo błędów ortograficznych, tak jakbyś żartował z problemu, ale na pewno przy tej chorobie niezbędne są pieniądze. Za leki płaci się miesięcznie spore kwoty, za wizyty u lekarza również, niezbędna jest psychoterapia – kosztuje. Czasami ludzie nie widząc dla siebie innego rozwiązania, popełniają samobójstwo. Nie ma tutaj nic do śmiechu ani też żartów. Pozdrawiam.

      • Renata pisze:

        Nie jest to na pewno temat do żartów czy kpiny, każdego może to dotknąć. Najgorsze uważam do leczenia są przypadki, kiedy człowiek się z tym rodzi. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy trzeba być kłamcą, mataczem, człowiekiem bez skrupułów a choremu śmiać się w twarz.

      • gracji pisze:

        Popieram wypowiedz p.Renaty-to jest temat bardzo poważny.

    • jarik pisze:

      Idiota , którego dotknie niedługo depresja . Amen

    • dorota pisze:

      kolega zanim zaczniesz opisywac jak radzic sobie z objawami depresji radzilabym podszkolic sie w ortografi bo takie robisz byki ze az wstyd

    • RUDA pisze:

      ja uwarza że właśnie przyszedł mooent abym zmieniła swoje życzi .Pare raz prubowałam się zabić i w pore się ogarniała .To dzieci trzymają nie przy życiu na szczęscie uszę przyznać ze wstdziła się sama przed sobą że jestem chora powiem szczerze że nawet nie dopuszczałam do siebie tej myśli ale już dłużej nie potrafie z tym żyć .Trzeba udać się do specjalisty . Tak właśnie zrobiłam powinnam to zrobić dla siebie ale robie to dla dzieci jeszcze nie doszłam do tego aby zacząć myśleć o sobie za dużo się wydarzyło w moim życiu żebym mogła o sobie jakoś dobrze mówić .Wiem że potrzebuje pomocy ale obawiam się czy dam radę o wszystkim powiedzieć ale to jest chyba podstawą wyleczenia się z tej choroby tylko nie wiem czy dam radę aż tak się otworzyć Mam nadzieję że za pare miesięcy to będzie tylko wspomienie i będę mogła cieszyć się życie dla siebie ,dzieci i wreszcie dla mojego męża którego kocham najmocniej na świecie a tak ardzo go zawidła nie dałam rady bo poprostu brak mi wiary w siebie .Nie wie co mogę sobie obiecać ale wiem jedno chociarz nie wiem jak bardzo będzie mi źle nie mogę znowu próbować się zabić bo tym razem oże mi się udać a życie przecież jest jedno .Jes dla siebie to dla rodziny chcę zyć .Modlę się zeby mi się udało .

    • konaRLP pisze:

      Hmm zaczne od początku, nie bylem typem kolesia który uważa się za kogos kto może podbic swiat, za kogos pewnego siebie. Miałem rozne problemy, jak każdy, wiadomo.. jednak od pewnego czasu zaczelo mi to przeszkadzać, widziałem ludzi, powiem w prost, którzy byli gorsi ode mnie, jednak nie brakowało im pewności siebie.. Pomyslalem ze czas się wziąć w garść i ogarnąć swoje zycie. Przegladajac strony typu „jak poradzić sobie z depresja” Gdzies przeczytałem ze feromony sprawiają, ze człowiek czuje się lepiej, pewniej. Szczerze pomyslalem cos typu „hahahaha” proste.. Poczytalem więcej na temat feromonów i pomyslalem a sprobuje – co mi szkodzi.. Kupilem je i powiem tylko ze się zaskoczyłem, zaskoczyłem się pozytywnie.. Poradzilem sobie z moja „depresja” z moim gorszym ja, dlaczego ? dlatego, ze pokazaly mi zainteresowanie moja osoba ze strony fajnych lasek – umowmy się, każdy lubi się podobać, każdy lubi czuć zainteresowanie swoja osoba. Trzeba tez dużo pracy nad sobą, ale pośrednio, to feromony pozwalają czuc mi się pewnie. Nawet w pracy zauwazylem ze znajomi traktują mnie inaczej, lepiej. Od dawna już nie czuje się tak jak wtedy – niepotrzebny. To przez nie nauczyłem się siebie, taka moja historia. Czuje, ze teraz gdybym przestal je stosować pewnie dalbym rade, jednak z nimi czuje coś więcej, czuje się jak zdobywca hehe ;] polecam stestowac wszystkim niedowiarkom. Jakby kogos interesowało jakich używam to są to Feromony Love & Desire w niebieskiej buteleczce. Kupuje je na stronie feromarket, nie polecam jednak tych z allegro, bo niektóre sklepy robia ludzi w wala, a tak to przynajmniej jest pewność. Jakby ktoś chciał te co ja mam to daje link : http://www.feromarket.pl/aff/aff/desire-dla-niego.php nigdy nie miałem z tym sklepem problemów. Serdecznie polecam Ewa Wachowicz hehe.

  • ona pisze:

    Piotas, czy ty celowo piszesz jak półanalfabeta? Przecież nie można patrzeć na te twoje zdania, w kazdym wyrazie jest błąd ortograficzny.

  • ola pisze:

    W artykule opisano ze depresja to objawy brak motywacji do zycia zaburzenia snu brak apetytu…dlaczego nie ma wzmianki ze depresja to
    brak finansow
    strata kogos bliskiego
    samotnosc
    duzy naklad obowiazkow
    nierozumienie
    upokarzanie
    branie a nie dawanie
    brak bliskosci drugiej osoby
    obojetnosc innych
    zaszczucie
    pijanstwo malzonka czy rodzica
    dlugotrwaly stres
    brak pracy

    • Renata pisze:

      Olu, o tym nie wolno pisać, a spróbuj poprosić o pomoc i wytłumaczyć na przykład skąd się Twoja depresja wzięła, czy bierze, to zniszczą Ciebie. Nikt nie pomoże a rodzina rozkłada z bezradności ręce, bo nie ma oprócz takiego tutaj gadania, konkretnej pomocy i formalnego wsparcia. Chorych od lat, zmusza się do pracy, co czasami bywa że jest ponad ich siły, bo taki człowiek boi się z domu wyjść, aby nie zostać skatowanym przez obcych ludzi. Szkoda strzępienia języka tutaj. Wejdż na forum dla chorych na depresję, tam nikogo nie ma, tylko 9 osób, każdy boi się o tym mówić, bo oprócz dyskryminacji na rynku pracy, takiego osobnika nic dobrego nie czeka.

    • Lekarz pisze:

      Trzeba odrozróznic powody od objawów

    • Linsia pisze:

      U mnie złożyło się na depresję wiele tych czynników o których piszesz. Ale faktem jest że ludzie nie rozumieją.
      Gdy próbowałam mojej mamie powiedzieć że mam depresję i chcę się leczyć, usłyszałam że to tylko jakiś mój wymysł, że nie ma czegoś takiego jak depresja, że leczenie to fikcja i lekarz chce tylko kasę wyciągnąć, że mając dwójkę dzieci (które sama wychowuję) nie ma się czasu na takie „głupoty”… Tak naprawdę jedyną osobą z którą mogę porozmawiać o tym co się ze mną dzieje jest psycholog. A chcę o tym rozmawiać. Bo właśnie przez to chowanie wszystkich problemów w sobie popadłam w depresję

    • aga pisze:

      Depresja to też stan niechcianej ciąży , niezależnie od wieku. dodam że to nie jest pierwsza ani druga ciążą a kolejna i to w najmniej oczekiwanym czasie.

  • Anonim pisze:

    Nie mam leków, nie mogę wyjść z domu, dlatego tutaj jestem i nie ma mi kto pomóc. Coraz gorzej się czuję i nie mam z kim porozmawiać, od tygodnia jestem w bardzo złym stanie, boję się ludzi i życia. Boję się prosić o pomoc, od razu coś ode mnie chcą w zamian, jakieś podpisy, jakieś firmy na mnie zakładają i nie mogę pracować tam gdzie chcę, bo mnie zastraszają, trwa to od wielu lat. Potem przychodzą jakieś pisma do mnie, których nie rozumiem. Boję się. Matka do mnie dzwoni i każe podpisywać, bo jeśli nie, to nikt się mną nie zaopiekuje, a ja się boję. Wciąż, od wielu lat. Wczoraj zażyłam niemal całą fiolkę ketonalu, bo skończyły mi się już środki przeciw lękowe. Nie ma mnie kto zawieżć do lekarza, jestem sama w domu od dwóch lat, bo przestałam podpisywać dokumenty jakiejś firmy i już w niczyim interesie jest pomaganie mi i opiekowanie się mną.

  • Anonim pisze:

    Potrzebuję pomocy. Czy ktoś może mi pomóc? Nie mam leków

  • Anonim pisze:

    W samotności depresji nigdy nikt nie pokona. Tylko to nie powód aby wiązać się z przypadkowymi ludżmi, bo mogą okazać się oszustami, dlatego ci ludzie czasami nie wychodzą z domu i izolują się od innych. Jeśli osoba najbliższa odchodzi i zostawia chorego samego, to kończy się życie. Bo tutaj można poznać tylko oszusta i złodzieja.

  • Anonim pisze:

    Można poznać tylko ludzi nieżyczliwych, nie rozumiejących, szyderców na każdym szczeblu zawodowym, wszędzie tylko kpina i niedowierzanie. A chorym, nadal nikt się nie zajmuje, chociaż zgłaszał włamania do domu, nękanie, bicie, wymuszanie. Nikt nie dał wiary, bo uśmiech na twarzy. Bo takie ten ktoś miał życie. Bity i poniżany musiał wstać i pójść do szkoły, pracy.

  • jmka pisze:

    Anonim
    wlasnie trafilam na twojego posta czytam I ogarnia mnie ogromne przerazenie
    poczucie osamotnienia znam dobrze, nie dlatego ze brak ludzi w okolo ale dlatego ze nie ma w nich checi zrozumienia drugiego czlowieka.
    JESLI tam jeszcze jestes to chetnie Ci pomoge jak bede tylko mogla, moze Ty mnie zrozumiesz I pomozesz mnie

  • jmka pisze:

    Jesli tu zajrzysz to zostawie gg 7012473

  • Milena pisze:

    Ty masz jakiekolwiek pojecie o depresji, czlowieku? Nie baw sie w doradce ds. zaburzen depresyjnych, bo cos Ci to nie wychodzi.

  • Andrzej pisze:

    Witam mam na imię Andrzej i jestem z Wrocławia jestem z żona już 19 lat nic nie wiedziałem o depresji. U mojej żony ją stwierdzono jeszcze nie tą najgorszą wersje ale trochę lżejszą i powiem wam coś jako osoba która jej nie ma chyba ?. Brak zajęcia potęguje stany depresyjne siedzenie w domu też ,szlak mnie trafia jak sobie pomyśle że to że moja żona ma depresje jest moją winą bezpośrednio lub pośrednio ,moja wina polega na tym że pozwoliłem mojej żonie nic nie robić zajmować się domem i naszą córką ,moja żona miała zbyt dużo czasu wolnego zamiast po urodzeniu dziecka zrobić sobie 2 lata wolnego miała tych lat 12 .I tak z bez czynności zawodowej wzięła się moim zdaniem depresja u mojej żony .Ciągłe biadolenie z koleżankami, facebook,granie ,szukanie sobie na siłe zajecia zastępczego tylko nie praca i nie mówię tutaj o pracy w domu czyli gotowanie pranie ITD ,mówię o pracy z ludżmi żywymi prawdziwymi materialnymi . Ktoś może powiedzieć ile jest pracy w domu że sobie nawet nie zdaje sprawy ,ale ja wiem ile jest pracy opiekowałem się swoją babcia prawie 20 lat umiem gotować, prać ITD.Nie wiem jak mam naprawić swoje błędy które popełniłem względem mojej żony ,moja wytrzymałość też ma granice .Po objawach które są tu opisane tęż powinienem mieć depresje ale chyba nie mam pracuje do oporu nie wysypiam się jestem uzależniony od kawy i pracy a jak mi odbija to jadę się wyżyć samochodem jak dostane adrenaliny trochę się potelepie i padam na mordę i się nie ruszam .Wiem że to jest głupie i nie odpowiedzialne przecież jestem mężem i ojcem ale to jest mój sposób na stressssssss .pozdrawiam wszystkich i głowa do góry

    • Linsia pisze:

      Myślę że jest już Pan na dobrej drodze żeby pomóc żonie, bo jest Pan świadom problemów żony i tego co mogło doprowadzić do depresji. Najgorsze dla osoby z depresją jest spotkanie się z brakiem zrozumienia. A Pan rozumie co się dzieje i chce żonę wspierać. I to jest dobre.
      Może i odnalazł Pan w swoim życiu czynniki które także u Pana powinny wywołać depresję, ale proszę pamiętać że każdy człowiek jest inny. Niektórzy są o wiele bardziej odporni na to co dzieję się wokół. Pan jak widać ma silną osobowość. Pana żona, jak i wiele innych osób-w tym także ja- radzimy sobie o wiele gorzej.
      Życzę Panu i Pana żonie wszystkiego dobrego i dużo siły do dalszej walki.

  • ja pisze:

    Pustkę mam w głowie bo choć mecze się ze sobą juz jakoś 3 lata nigdy nikomu o tym nie mówiłem nie chce mi się wstawać z łóżka nie mam siły na zabawę z dzieckiem zona juz traktuje mnie jak obcego nawet mi powiedziała wprost ze juz mnie nie kocha chyba mnie też zdradza a na pewno często oklamuje nienawidze swojej nudnej monotonnej pracy ale muszę tam robić bo nie mam żadnych kwalifikacji a nigdzie więcej mi nie zaplaca kolegów juz nie mam bo odkąd nie radze sobie z zapłacą kolegów juz nie mam bo odkąd nie radze sobie ze swoimi problemami wszyscy traktują mnie jak trędowatego a mi się z nimi gadać nie chce a czasami jak jednak najdzie mnie ochota to juz jakoś nie potrafię myślę czasem żeby juz sobie ulżyć ale mam cudownego syna i chce z nim spędzać czas ale ciągle się boje ze jego matka odejdzie i jego też zabraknie do tego wpadłem w ogromne długi po zakupie mieszkania i jego remoncie tzn remontu nie skończyłem alenie mam motywacji żeby to zrobić nie chce brać psychotropow i staram się sam jakoś zmotywować ale idzie pod górkę raz dobrze a zaraz dół miałem nie podawać prawdziwego maila ale jednak to zrobie

  • Jakub pisze:

    Chciałbym Państwa zainteresować audycją o depresji, która była ostatnio emitowana w programie 3 polskiego radia. audycja i zamieszczony esej dotyczy pozytywnych doświadczeń wychodzenia z depresji. pozdrawiam Jakub http://www.polskieradio.pl/9/304/Artykul/938679,Depresja-to-jak-utrata-mozliwosci-widzenia- kolorow-

  • kim pisze:

    Witam
    Jakiś czas temu trafiłam w necie opis depresji, czym jest i tak dalej. Od tamtej pory zaczęłam się zastanawiać czy ten problem dotyczy także mnie.
    Od 4 lat jestem w związku. Po 3,5 miesiąca bycia razem przeprowadziłam się do niego. Przez pierwszy rok było super wszystko robiliśmy razem. Ja miałam pracę, która dawała mi przyjemność. W między czasie pojechaliśmy na 3 miesiące do Anglii ( do jego rodziców). Potem wróciliśmy do PL, ja wróciłam do mojej pracy i zawiodłam się strasznie na osobie którą uważałam za swoją przyjaciółkę. Pracowałyśmy razem w jednym zespole. Ale okazało się, że ona kumpluje się ze mną tylko po to bo miała lepsze wyniki. Od tamtej pory praca która dawała mi satysfakcje stała się dla mnie męczarnią. Od tej pory zrobiłam się smutna. Mój P. namawiał mnie na zmianę pracy, wytrzymałam jeszcze niecały rok i się zwolniłam. Wyjechaliśmy razem znów do Anglii. Ale nie mogłam znaleźć sobie tam miejsca, zmuszałam się do pracy, bałam się otoczenia, pracy z obcokrajowcami. Od tam tej pory może nawet wcześniej zauważyłam że przestałam się w ogóle uśmiechać ( kiedyś ludzie mówili że mi uśmiech nie schodzi mi z twarzy). Przestałam o siebie dbać. Kiedyś nie wyszłam do ludzi bez makijażu czy ładnie ubrana. a teraz mam to po prostu gdzieś. Jak się już z lekka przyzwyczaiłam do życia tam. Po 1,5 roku pracy na angielskiej farmie zostałam zwolniona. Od tamtej pory nie mogę się zebrać do kupy. Nawet nie chciało mi się szukać innej pracy. Po pół roku siedzenia w domu namówiłam Mojego żebyśmy wrócili do Polski. Myślałam że może tu się pozbieram ale tu jest tak samo, nie mam ochoty rano wstać z łóżka. Mam plan na dzień że chce posprzątać czy zrobić pranie, zacznę coś robić i na tym się kończy bo zwyczajnie opadam z siły. Od jakiegoś czasu ( jeszcze w Anglii) zauważyłam że mój partner nie chce uprawiać ze mną seksu. Pytałam dlaczego tak jest to powiedział „bo przestałaś dbać o siebie i przestałaś chodzić na szpilkach” a mi się wydaje że to dlatego że rok temu chciałam odejść do innego ( mojego eks), ale zostałam bo bałam się zaryzykować,żeby zmienic swoje życie.
    Wieczorami nie mogę zasnąć. Często wtedy płaczę bo wydaje mi się że jestem nie szczęśliwa. Nie cieszy mnie życie, ani mój związek, (często wtedy myślę o moim eks). Oddaliliśmy się od siebie, nie ma miedzy nami żadnej bliskości. Od pól roku jestem znów w Polsce ale nie mam siły żeby poszukać siebie pracę czy innego zajęcia.Nawet żeby pomyć naczynia zbieram się pół dnia.
    Nie wiem sama co mam o tym wszystkim myśleć i co robić. Nie wiem czy powinnam iść z tym gdzieś czy tylko szukam wymówki dla mojego lenistwa. Nawet nie mam z kim o tym porozmawiać bo nie mam żadnej przyjaciółki. Dodam że takie moje przygnębienie trwa prawie 3 lata. Nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz się śmiałam. Napiszcie proszę co o tym myślicie Pozdrawiam

    • Nizzziek pisze:

      Proszę jak najszybciej skontaktować się z psychiatrą. Nie jestem lekarzem, aby stwierdzić, czy jest Pani chora, ale idąc do psychiatry nic Pani nie traci. Przynajmniej się Pani „wygada”. Ja choruję na depresję od wielu lat, leczę się. Pojawia się epizod, potem trochę normalnego życia i znowu. Ale w Pani przypadku wcale tak nie musi być. Proszę nie tracić nadziei i jak najszybciej udać się do lekarza. Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za Panią!

  • piotr pisze:

    Boże mój, żyć mi sie nie chce……to wszystko to marnośc!

  • Kaja pisze:

    czasem trzeba sięgnąć dna, żeby móc się odbić. Przychodzi taki dzień, kiedy niespodziewanie pojawia się w nas siła i myśl, że dalej tak nie można i że teraz wszystko w naszych rękach. Rejestrujesz się do psychiatry, zażywasz pierwszą tabletkę i myślisz sobie… to czas tylko dla mnie, muszę odpocząć. Na sen przyjmujesz codziennie tabletkę nasenną. Nie dajesz się bezsenności, bo wiesz, że regularny tryb dnia to dla Ciebie bardzo ważne. Codziennie rano jesz śniadanie, bo to ważne też. Po kilkunastu dniach tabletki od psychiatry zaczynają działać. Nadal myśl goni za myślą, ale czujesz się jakby stabilniej. Coś jakby dodało Ci sprawności myślenia. Robisz małe kroczki w życiu, które zaczynają Cię cieszyć. Łatwiej Ci rozmawiać z innymi i jaśniej rozumieć swoje emocje. Zaczynasz czuć ulgę. Chodzisz codziennie na spacer… to nic nie kosztuje.
    tak wyglądał mój początek leczenia depresji. Minęły dwa lata i długa droga przede mną. Najcięższe są sesje z psychologiem i wyrażenie uczuć, które tak ciężko nazwać.
    Moim największym sukcesem w życiu jest to że wciąż żyję, choć jeszcze nie odnalazłam w tym wszystkim sensu.

    staram się dużo mówić o depresji i „edukować” znajomych, którzy nie rozumieją, że na „psychiczną” chorobę można cierpieć fizycznie.

  • marneja pisze:

    Pewnie to co napiszę nikomu nie pomoże, i pewnie to poniekąd tragiczne i egoistyczne, ale tak bardzo się cieszę, że tu jesteście i nie nie jestem w tym sama.

  • Sam psychiatra może nie wystarczyć. Jeśli chcemy uzyskać długotrwałe efekty, to najczęściej nie obejdzie się bez pomocy psychoterapeuty. Polecałbym również chociaż spróbować zmienić styl życia na zdrowszy: ćwiczenia fizyczne, dieta, trening powolnego oddychania.

  • aga pisze:

    Ja od 3 lat siedzę w domu….ciagle tylko dziecko , dziecko i dziecko… mam wrażenie że nikogo nie obchodzę. Mój mąż wraca z pracy i ze mną nie gada, nawet moje obiady mu nie smakują. Wszystko co powie to odwraca tak żeby mnie zgnębić… on mnie dołuje psychicznie. Nie pamiętam kiedy się śmialiśmy, kiedy zrobiliśmy coś szalonego. On tylko siada przed kompem i przeswietla moje schabowe i komentuje k…rwa co to jest. A ja siedzę w tym cholernym domu i czekam na niego… ale o czym mamy rozmawiać??? ile zupy dzisiaj ugotowałam ??? czy umyłam 2 gary ?? a może 3 talerze??
    On siedzi w tym swoim garażu ma kontakt z ludzmi popycha pierdoły, ale on nie wie jak ja się czuje. teraz 2 dzień nic nie robię tylko ryczę bo chciał kanapki a nie obiad… już nawet do tego się nie nadaję. Chcialabym jakas terapię ale z nim się nie da, tkwimy w tym chorym związku, raz jest lepiej raz gorzej…. ale ja już jestem nikim……….. jestem Pania nikt. odejść nie mam jak bo nie mam gdzie i nie mam pracy a i dziecko by na tym ucierpiało. nie mam już siły………. ciegle myśle o samobójstwie, ale mój syn którego kocham ponad wszystko trzyma mnie przy życiu.TYLKO ON SIE LICZY…. NIE MAM JUŻ SIŁY….

    • Dorota pisze:

      Mam cholerny problem z moim mężem alkoholikiem. Jak jest napity to zmienił mi imię na kurwa albo skurwysyn. Nie ma dla niego żadnego wzorca moralnego. Facet jest tak zatracony, kiedy jest pijany to nie wie co robi i co mówi. Nawet swojej matce chorej na raka szyjki macicy powiedział – zdychasz, ale zdechnąć nie możesz. Chwilami odechciewa mi się żyć. Budzę się o 2 w nocy i do 5 nie ma snu. Jak trzeba iść do pracy to dopiero mnie zbiera sen. Najlepiej byłoby już umrzeć i mieć święty spokój. Zresztą to samo powiedziała moja teściowa, że nie może patrzeć na ten bałagan i najchętniej to już by chciała zejść z tego świata. Pozdrawiam

    • Mała M pisze:

      Hej,
      doskonale Cię rozumiem, bo też cały czas siedzę w domu z dzieckiem i jeszcze do niedawna wszystko mnie przytłaczało, też mąż który wraca z pracy i pierwsze co to leci do kompa gdzie ślęczy całe godziny, owszem zamienił ze mną 2 zdania jak wchodził do domu, nawet się zapytał jak minął dzień, jak mały, ale nawet nie skupiał się na wysłuchaniu odpowiedzi. A ja oprócz tego że dziecko na co dzień to jeszcze maniakalnie starałam się w miarę ogarniać mieszkanie, pranie itd. Nigdzie nie wychodziłam ewentualnie na spacer lub do sklepu po zakupy, a on bieganie, piłka z kolegami, basen. Po porodzie przez 3 m-ce w ogóle mnie nie zauważał jakby to powiedzieć… fizycznie…Wchodził tylko na strony dla dorosłych a ja czułam się coraz gorzej. Az pewnego dnia powiedziałam sobie dość!! Też należy mi się coś od życia! i najpierw wciągnęłam go w pomaganie mi w domu,bo samej wsz ogarnąć jest zbyt ciężko a to rozpakowanie zmywarki, a to rozwieszenie prania czy umycie łazienki lub odkurzanie. I nie pytałam się czy mógłby tylko po prostu szlam i mówiłam zrób to proszę… I robił.. Potem jak przestałam karmić piersią to tak samo zmobilizowałam go do karmienia dziecka i usypiania po kąpieli czy karmienia w nocy i też zaczął to robić, choć na początku protestował. potem zaczęłam go zostawiać z dzieckiem na 2-3 godz, bo umówiłam się do fryzjera, albo poszłam sobie na manicure, czy zakupy zaczęłam wreszcie myśleć o sobie o swoich drobnych przyjemnościach. Wieczorami się zmienialiśmy i jak wracała po pracy szedł do komp ja si8e w tym czasie zajmowałam dzieckiem a potem on przejmował dziecko a ja np szlam poczytać coś w Internecie, czy poczytać książkę czy usiąść przed tv i napić się w spokoju herbaty. A na końcu doszedł regularnie raz w tyg basen i co jakiś czas wyjścia z koleżanką czy znajomymi z pracy. I o dziwo wreszcie zaczął mnie zauważać. I Tobie tez radze zebys nareszcie zajęła się sobą i swoimi potrzebami, żebyś nie starała się być na siłe idealna matką i żoną która podsuwa pod nos obiadki, pierze prasuje a mąż i tak kręci noskiem. Pokaż że Ty też się liczysz że Ty też się cenisz i zacznij wychodzić jak nie masz z kim to wyjdź chociaż na wieczorny spacer sama, żądaj czasu dla siebie przy gazecie, książce i nikt ma Ci tego czasu nie zakłócać i zobaczysz że będzie dobrze, że zaczniesz mieć siłę!!!!

  • bakubaku pisze:

    mam to wszystko co piszecie masakra.Nie wiem gdzie się zgłosić czy do psychologa czy do psychiatry. mój lek to alkohol chociaż wiem że to najgorsze ale jak troche wypije to potrafie sie odezwać do ludzi ale jak przesadze to same kłopoty zaś.

  • Sergiusz31 pisze:

    42 punkty…co dalej robić?

  • Jastarnia pisze:

    Polecam rozejrzeć się za terapią uzależnień bakubaku. Tą drogą, którą idziesz możesz tylko popłynąć. Może coś o czym piszę na blogu ci się przyda, staram się dzielić tym co sama zyskałam.

  • Natalia pisze:

    Pruboje sie dodzwonic do tej poradni od 2 godz i ciagle jest zajeta linia . Ja tu zaraz umre . Z minuty na minute jest coraz gorzej . Mam juz dosc !!!!

  • Grzegorz pisze:

    Wydaje mi się, że mam depresję. Jestem samotny, nie mam wielu przyjaciół a tych co mam to mnie nie rozumieją. Brakuje mi kogoś komu mogłbym zaufać, nie koniecznie wysluchać bo nie odzywam się do ludzi którym nie ufam. Od paru lat borykam się ze sobą i nie wiem co jest nie tak ze mną. Znam siebie bardzo dobrze i znam swoje mozliwości. Podziwiam ludzi pozytywnie nastawionych do życia, brakuje mi takiej osoby, która mogłaby mi przynajmniej dać pare wskazówek do pozytywnej osobowości i pozytywnego myślenia. Czasami wydaje mi się, że mogłoby mi pomóc tylko zrozumienie mnie przez kogoś innego. Czy to jest depresja i można mi w jakiś sposób pomóc?

  • kasiura88 pisze:

    mam to samo co wy wszyscy ale niewiem gdzie szukac pomocy wstydze sie isc do lekarza ze glupio o mnie pomysloi czy cos:/ od 6 lat nierobie nic innego tylko zajmuje sie domem i trojka dzieci i wcale mnie to niecieszy kocham swoje maluchynajmocniej na swiecie ale meczy mnie takie siedzenie ciagle w domu taka monotonia moj maz jest alkoholikiem chociaz niepotrafi sie do tego przyznac wyniszcza mnie psychicznie ciagle mnie gnebi robi ze mnie ta najgorsza nieudacznice a ja jestem od niego zalezna niestety niemam pracy niemam swojego mieszkania bo mieszkamy u moich rodzicow mama tez wiecznie robi przed wszystkimi ze mnie ta najgorsza ktora nieumie sobie dac rady w zyciu juz nieumiem tak zyc coraz czesciej mam mysli samobojcze i boje sie ze wkoncu to zrobie niechce juz tak zyc nic mnie juz niecieszy mam jakiegos pieprzonego pechaw zyciu nic mi sie nieuklada i niewierze w to ze to sie kiedys zmieni moj maz ciagle chodzi z kumplaami na piwo czy cos a mi niewolno wyjsc z kolezanka nigdzie zacznijmy od tego ze mi juz nawet niewolno miec kolezanek meczy mnie juz takie zycie pomozcie podpowiedzcie mi cos nawet niemam z kim o tym pogadac

    • Justyna pisze:

      ja tez całe życie siedziałam w domu z dziećmi, ze względu na chorobę najstarszego. Chociaż mam doktorat to praca mogła być tylko dorywcza , a moja rodzina zaczęła mnie traktować jak pomoc domową. Mąż dobrze zarabia i teraz gdy dzieci są na studiach a ja mam ponad50 lat zostałam w czarnej d..e . od pół roku leczę się u psychiatry i muszę przyznać ,że to jest jedyne wyjście i nie ma tu żadnego wstydu. Nie jest jeszcze dobrze , ale widać postęp, znalazłam trochę nowych znajomych , pracę (na godziny ale to już sukces)

  • magda pisze:

    czasami najtrudniej zdecydować się na leczenie depresji, psychoterapia pozwala na nowo spojrzeć na życie, trzeba walczyć o siebie:)

  • depresant pisze:

    Hej wszystkim. Czytam tak sobie wasze komentarze i widzę, że nie jestem sam na tym świecie z tak wielkim problemem. Żyję z depresją od nie wiem około 20 lat, dużo ostatnio czytałem na jej temat i mam ciężką depresję (endogenna) Pojawiła się znikąd, jak byłem dzieckiem, myśli o samobójstwie mam do dej pory. Ogólnie dawałem sobie rade z tym wszystkim, imprezy, sex bez zoobowiązań, w towarzystwie innych ludzi jestem zwariowanym człowiekiem, to taka odskocznia od życia w samotności, nigdy się z nikim nie wiązałem z powodu tego problemu,zawsze niska samoocena, smutek, itp itd, było okey w miarę, aż do teraz. Mam 27 lat i w te wakacje po raz pierwszy się zakochałem, aż się dziwię, nie ja chciałem, tylko ona, dawałem jej do zrozumienia, że nie chcę, ale ona nie odpuszczała i tak wyszło. Ale zauważyłem u niej, że nie do końca chce być ze mną w związku, wiec stwierdziłem, że to zakończę. Bardzo mnie to bolało, a bardziej chodziło mi o nią, niż o mnie, o jej uczucia, kontakt nam się zaczął psuć, więc jej powiedziałem o chorobie, chciałem, żeby miedzy nami została przyjaźń. Uważam sam osobiście, że jej chodziło po prostu o sex, który nie należał do najlepszych wtedy, dlatego zauważyłem, że coś jest nie tak i to zakończyłem. Rozmawialiśmy o tym, ona uważa, że o seks nie chodziło, no to o co, jak by darzyła mnie prawdziwym uczuciem, to by nie zrezygnowała ze mnie tak szybko, takie jest moje zdanie. Nigdy nie ufałem ludziom, dlatego nikt o tym nie wiedział, to była moja tajemnica, tylko jej o tym powiedziałem, myślałem, że w jakimś stopniu poprawi mi się trochę jak się otworzę, a po za tym nie chciałem jej okłamywać. Na dzień dzisiejszy, jest kiepsko, bo mam poczucie, że ją straciłem, mówię tu o znajomości, że straciłem też kontakt z resztą znajomych od jej strony i od swojej. Zazwyczaj to ja się odzywałem pierwszy, czy pisałem czy dzwoniłem, teraz zacząłem mieć to gdzieś, powiedziałem sobie, że ja się pierwszy nie odezwę i tak już 3 tyg z nikim nie gadam, bo nikt o mnie nie pamięta. Od 2 tyg jest bardzo ciężko ze mną. Nigdy nie miałem marzeń ani żadnego większego celu, chciałem sobie tak żyć po prostu byle do przodu, W tym momencie, całkowicie chyba straciłem zaufanie do ludzi. Tak chciałem opisać w skrócie swój przypadek, może ktoś miał w życiu podobny i zna jakieś wyjście. Zastanawiam się po co żyć, zawsze się nad tym zastanawiałem. Jedni żyją dla kariery, drudzy żyją dla rodziny, a ja nawet nie mam przyjaciela i po tym co mnie spotkało, wątpię żebym jakiegoś kiedykolwiek spotkał. Myślę o podjęciu leczenia, umówieniu się na pierwsze spotkanie, ale czy to coś da?

    • b3 pisze:

      Hej kolego, strasznie mi blisko do tego co napisales, dlatego chcialbym sie podzielic moim doswiadczeniem. Mam 25 lat, choruje prawie 6 lat. Od poltorej roku sie lecze. To moja 3 terapia. Leczenie nie daje natychmiastowych efektow ale widze poprawe zwlaszcza w moich relacjach z innymi ludzmi i co raz lepiej rozukiem siebie. Glownym powodem zachorowania na depresje jest samotnosc, ktora z kolei wynika z naszych schematow wyuczonych w dziecinstwie, ktore czesto przezylismy w rodzinie dysfunkcyjnej.

    • Lady_in_black7 pisze:

      cześć,
      Piszę do Was ponieważ sama zmagam się od 2 lat z depresją i poszukuje osób z Wrocławia, które chciałyby ze mną chodzić na nieodpłatną grupę Depresantów. Takie grupy istnieja w innych miastach (w Warszawie nawet 4) ale nie ma takiej we Wrocławiu. Poznałam w tamtym roku kobiete z Warszawy, która mogłaby nam pomoc, przekazac jakies wskazówki. Znam też terapeute, który kiedys wstepnie zgodzil sie na uruchomienie takiej grupy dla depresantów. Gdyby zebralo sie pare osób to moglibysmy sobie pomóc.

      dajcie znać, sama juz nie wiem co mam ze soba robic a to jest jedno z wyjsc, ktore wydaje mi sie rozsadne…

      pozdrawiam Was i tulę mocno!

  • Miki pisze:

    Mnie po diagnozie zostawił partner, po wielu, wielu latach. Moja depresja zaczęła niszczyć związek (wtedy nie wiedziałam co się dzieje), lekarz mnie uświadomił.
    Po tym rozstaniu dopiero się zaczęło piekło.
    Ludzie: nie zostawiajcie w chorobie bliskich, bo to największy cios w plecy. Jak się wtedy podnieść, zmobilizować do walki? Zostałam sama, bo nie mam rodziny.
    Nic tylko pętla na szyję.
    Leki i psychoterapia od wielu miesięcy nic nie dają…

  • mike pisze:

    Witam,

    Jestem 30 letnim mężczyzną, który od bardzo dawna ma wątpliwości co do sensu swojej egzystencji. Doskwiera mi samotność i spotykają mnie same nieszczęścia. Straciłem po raz kolejny pracę w październiku zeszłego roku i do tej pory jej szukam. Byłem na kilku rozmowach ale niestety moja kandydatura została odrzucona. Jest to kolejny raz kiedy tracę pracę w ciągu bardzo krótkiego czasu. Od kilku lat zmagam się z samym sobą. Popełniłem w życiu wiele błędów, których efekty uderzyły we mnie teraz z jeszcze większą siłą. Nie skończyłem podjętych przez siebie studiów, dlatego że straciłem do nich serce i brakowało mi konsekwencji i motywacji do doprowadzenia tego co zacząłem do końca. Pracowałem w jednej bardzo dobrej firmie przez ponad 4 lata, ale wyrzucili mnie gdyż zacząłem sprawiać same kłopoty. Były one spowodowane moim nieudanym życiem osobistym. Byłem w związku, który zakończył się dramatycznie. Dziewczyna mnie zdradziła i zostawiła dla innego. Przeżyłem to tak bardzo że w pracy miałem ogromne trudności z koncentracją i co i rusz chodziłem załamany i bez energii do życia. Po tym jak straciłem tę pracę pojawiły się kolejne, ale już mniej satysfakcjonujące finansowo oferty. Poza tym ciągle nie potrafiłem się wyleczyć z mojego zawodu miłosnego. Dlatego problemy z koncentracją, ciągłe błędy i brak zaangażowania w pracę przyczyniały się do tego że znowu mnie zwalniali. Kiedy znalazłem w miarę satysfakcjonującą pracę i wydawało mi się że kryzys mam za sobą. Znowu zostałem zwolniony,choć w moim odczuciu było to niesprawiedliwe. Po czasie jednak dochodzę do wniosku że problem leży w moim podejściu do pracy, niskim poczuciu własnej wartości, oraz braku porozumienia ze współpracownikami. Próbuje się zmienić,ale niestety nie udaje mi się to i od dłuższego już czasu zaznaje samych porażek, również w życiu prywatnym.Myślę że chodzi tu głównie o moje niskie poczucie własnej wartości i ciągłe porównywanie się do innych chociażby moich rówieśników, którzy są teraz na zupełnie innym etapie swojego życia. Często mają rodziny dobrą pracę i są szczęśliwi. Ja zazdroszczę im tego i jednocześnie wiem że wiele lat swojego życia zmarnowałem. Zaangażowałem się w muzykę bo potrafię śpiewać, niestety nie osiągnąłem do tej pory za wiele w tej branży. Po czasie zdałem sobie sprawę że moje zaangażowanie w muzykę było ogromnym błędem.Poświęcałem na nią za dużo czasu , inne ważniejsze sprawy odkładając na bok, chodzi tu przede wszystkim o naukę. Teraz mam ogromne poczucie winy i po tym jak ostatnio mój serdeczny przyjaciel poderwał na moich oczach dziewczynę z którą zacząłem się spotykać załamałem się totalnie. Ten przyjaciel jest prawnikiem , zresztą bardzo dobrym, ma własne mieszkanie, całkiem nieźle zarabia i ma życie na tyle poukładane że nie dziwie się tej dziewczynie. Zresztą nie mówiłem jej całej prawdy o sobie bo było mi wstyd i nie chciałem żeby mnie odrzuciła. Chwaliłem się jej swoim talentem muzycznym i tym że mam zespół, z którym właśnie zaczynam nagrywać swój minialbum. Tym że pisze książkę o pewnym muzyku. Rzeczywiście tak jest i w tej kwestii nie kłamałem, aczkolwiek jej zainteresowanie moją osobą osłabło kiedy poznała mojego kolegę, który mimo iż wiedział że dziewczyna mi się podoba zaczął się z nią spotykać. Przykro mi bardzo z tego powodu i … nie potrafię znieść kolejnego odrzucenia i tej bolesnej pustki, samotności i braku perspektyw na polepszenie mojej sytuacji. Boję się że dopadła mnie depresja, bo czytając o objawach tej choroby wszystko na to wskazuje. Mam nawet myśli samobójcze i niekontrolowane napady złości , której podmiotem często jest mój przyjaciel. Jakbym na niego chciał zrzucić winę za swoje niepowodzenia. Zazdroszczę mu że jest z tą dziewczyną i często, szczególnie w nocy myślę o tym że on z nią jest. Nie daje mi to spokoju i staje się wręcz koszmarem, który nie pozwala mi zasnąć a w ciągu dnia normalnie funkcjonować. Brak zajęć, pracy i negatywne postrzeganie swojej przyszłości sprawia że staje się to dla mnie nie do zniesienia. Miałem już nieudaną próbę samobójczą, choć chyba tak naprawdę nie chciałem się zabić, bo szkoda mi w tak młodym wieku odchodzić i narazić na cierpienie swoich najbliższych. Szczególnie że pół roku temu zmarł mi ojciec i mama została sama.Mam jeszcze starsze rodzeństwo, które ma poukładane życie rodzinę, pracę. Tylko ja jestem takim nieudacznikiem, któremu nic się w życiu nie układa.Staram się być dla swojej matki jakimś wsparciem choć tak naprawdę wiem że ja potrzebuje tego wsparcia. Czuje się jak w klatce i „brakuje mi powietrza”, często myślę o śmierci i nie cieszy mnie to co kiedyś sprawiało mi radość. Nie wiem co mam zrobić bo sam nie jestem w stanie sobie z tym poradzić. Pomocy !!!!

    • Peterson pisze:

      Głowa do góry mikei nie martw sie!!!!!!!! jak byłby prawdziwy z niego kumpel takiego numeru by ci nie wywinoł!!! Jesteś wartościowy uczciwy chłop a tą mendą sie nie przejmuj bo są siebie warci!!!!! wyjdz do ludzi wszystko sie ułoży nie jestes nieudacznikiem masz poprostu ciezki okres w zyciu poznasz kobiete która cie pokocha i sie ułoży zobaczysz!!!! pozdrawiam

  • mirabelka pisze:

    Dobrze znam stan, o którym tu piszecie – poczucie zagrożenia ze wszystkich stron, bezsensu i braku perspektyw. Wszystko zaczęło się gdy straciłam pracę (a wzięliśmy kredyt na kupno mieszkania). Bezrobocie samo w sobie jest dołujące a jeszcze kilka razy trafiłam na oszustów (trzy miesiące darmowego stażu i wylot na bruk), potem zaoczna praca w internecie gdzie mi zapłacono, ale połowę mniej niż mi się należało i jeszcze stwierdzono, że robię problemy. Po prostu odniechciało mi się żyć bo i po co ktoś tak bezużyteczny jak ja ma zajmować miejsce na świecie. Unikałam spotkań z przyjaciółmi bo mi było wstyd. To głupie pytanie „co u ciebie”, „jak tam w pracy” itd. Myślałam, że moje złe samopoczucie jest przejściowe. Znajdę pracę to mi się poprawi, ale to trwało zbyt długo. Zorientowałam się, że to depresja kiedy wreszcie zaczęły pojawiać się oferty zatrudnienia tylko mnie już było wszystko jedno. Odmawiałam pod byle jakim pretekstem uważając, że praca będzie dla mnie za trudna albo, że to kolejne oszustwo. Mąż zaczął mieć do mnie pretensje, że siedzę w domu i przebieram w ofertach zamiast się wziąć do czegoś bo i dom zaniedbałam na nawet dzieci. Zresztą, chciałam, żeby mi wszyscy dali święty spokój, mąż też. Jednak on nie ustępował. Napisał o naszym problemie do pani psycholog z Poradni Psychologiczno-Psychiatrycznej Magdaleny Senderowskiej. Znalazł stronę poradni w internecie szukając objawów depresji, bo zaczynał już coś podejrzewać i napisał. Oczywiście tylko na podstawie opisu mojego męża psycholog nie mogła postawić diagnozy, ale jeszcze tego samego dnia odpisała mężowi, że problem wygląda na poważny i że powinniśmy poszukać pomocy. Teraz jestem w trakcie leczenia. Na szczęście to depresja reaktywna i niezbyt głęboka, więc łatwiejsza do wyleczenia ale stopniowy powrót do zdrowia zawdzięczam temu, że najbliższa mi osoba zareagowała szybko. Nie byłam z tego wcale zadowolona. Kłóciłam się z mężem, zaczęłam uważać go za swojego wroga, którzy chce ze mnie zrobić wariatkę, ale to on miał rację i miał dobre intencje, tylko ja w stanie, w którym byłam nie mogłam tego zobaczyć.

  • Michal pisze:

    Hey
    Mam na imie Michal, od 14 lat mieszkam w Londynie. Wyjechalem z Polski majac 20 lat w poszukiwaniu szczescia i lepszego zycia. No i udalo sie , poznalem kobiete z ktora mam wspanialego syna. W wieku 22 lat otworzylem firme i moje marzenia sie spelnily. Firma bardzo dobrze prosperowala i bylo mnie stac na kupno domu po dwoch latach. Bylem szczesliwy ze moglem utrzymac rodzine i zapewnic im wszystko co chcieli. Spedzalem kazde dni w pracy i znajdywalem czas dla syna kazdego wieczoru a kiedy przyszedl czas wakacji to bylo juz waraictwo. To byly piekne czasy ale niestety moje malzenstwo rozpadlo sie dwa lata temu i wszystko stracilem. Zostawilem dom bylej malzonce ze zwgledu na syna. Firma z ktora wspolpracowalem przez 10 lat wykrecila mi numer z ktorego nie moglem sie podniesc przez prawie 4 miesiace, poswiecilem prawie wszystko aby zawsze byli zadowoleni. Stracilem ojca 4 lata temu. Teraz niestety wynajmuje mieszkanie i nie wydalam z platnosciami itd. Probuje stanac na nogi ale nie daje juz rady, jeste strasznie zmeczony cala ta sytuacja, nie widze wyjscia. Syna mam 3 razy w tygodniu i co drugi weekend ale ciagle mi go brakuje. Nie potrafie znalezc odpowiedzi na bledy ktore popelnilem. Dawalem z siebie wszystko, chcialem zadowolic najblizszych i firme dla ktorej pracowalem. Nie potrafie sie odnalezc , brakuje mi sily na walke, boje sie zaufac czlowiekowi. Mam szanse wyjechac do Australi ale jednoczesnie nie chce byc daleko od syna , jeszcze nie teraz kiedy ma dopiero 12 lat a w UK juz nie moge wytrzymac. Spie po 2 godziny dziennie i budze sie bardz niezadowolony. Zrobilem test na depresje i okazalo sie ze mam wysoka depresje. Coraz czesciej mysle o samobojstwie i coraz czesciej zaczynam w to wierzyc. Jest juz tak rok i brakuje mi juz sily na walke. Dziekuje za wysluchanie

    • była żona pisze:

      Nie zastanawiaj się, co zrobiłeś źle, ale co jeszcze możesz zrobić dobrze, żeby poprawić swoją sytuację np. wystarać się o częstsze widywania syna (masz to przyznane sądownie czy możesz jeszcze negocjować z byłą żoną?). To nie zawsze jest Twoja wina, że związek się rozpada. Ja byłam w porządku przez pięć lat i nagle okazało się, że mąż mnie zdradzał od pierwszego dnia po ślubie, bo uważał, że jak o tym nie wiem, to nie dzieje mi się żadna krzywda. Więc niby co mogłam zrobić inaczej albo lepiej? Nic. A że firma wpuściła Cię w kanał to mnie też bardzo nie dziwi. Czasy są ciężkie a takie zawsze sprzyjają cwaniactwu – stąd tyle się teraz słyszy o różnych szwindlach. Załamałeś się, ale masz jeszcze możliwość odbicia się od dna – wyjazd. Niektórzy nie mają już jak się ratować, wpadają w długi i do końca życia klepią biedę pogardzani przez resztę rodziny. Pokonasz trudności. Zrób to dla syna.

    • Asia pisze:

      Straciłeś ojca co Cię zapewne bardzo zabolało. Pomyśl że Twoje samobójstwo tak samo mocno może wpłynąć na twojego syna. Jak on będzie cierpiał jak Cię straci.

  • kasianow pisze:

    Tutaj jest spis bardzo fajnych naturalnych preparatów na depresję – http://www.naturala.pl/tag/207/jak_walczyc_z_depresja

  • Paweł pisze:

    Też mam depreche i to wersję najbardziej złośliwą bo powiedzmy dziś mam doła, wszystko widzę szare i unikam swoich spojżeń w lustrze a jutro mam napady euforii z byle powodu… pojutrze znowu się ryje. Tak już od kilku lat żyjemy sobie razem z tą jędzą. Próbowałem już wielu metod żeby się z nią pożegnać: medytacje, pozytywne myślenie, marihuana, pranie mózgu telewizorem ale nadal nic, ciągle siedzi mi na klacie. Ostatnio zaczęła mnie nie tylko gnębić ale i wkurzać. Pomyślałem sobie: mam 28 lat, w tym trybie życia zostało mi go jeszcze drugie tyle, nie chcę spędzić drugiej połowy życia w tym szambie. Wiedziałem że muszę coś zrobić bo nic nie robienie nic nie da. Tylko co? Jak można pokonać depresję? Jak ją zwalczyć? Odpowiedział mi pewien aktor-wojownik (w Chinach wołają na niego wesoły smok) w jednym ze swoich filmów. A oto i jego recepta (cytuję): „Jak cię swędzi drap się – jak ci smutno śmiej się”. Zrozumiałem, że należy poprostu przeciwdziałać. Więc gdy wydaje mi się że jestem do bani i że nic mi nie wychodzi – robię cokolwiek co przyniesie mi satysfakcję. Jak mam odwróconego banana na twarzy to włączam jakąś komedię albo na siłe przekręcam banana w drugą stronę. Nie, nie chcę przez to powiedzieć że udało mi się ją pokonać. Nie wygrałem wojny ale kilka bitew. Sam jestem zbyt słaby. Wiem, że sam z tego nie wyjdę bo to jest labirynt i musi mną pokierować ktoś z zewnątrz bo inaczej jeszcze bardziej zabłądzę. Ale idąc dalej za tym wnioskiem wykminiłem że skoro sam jestem za cienki to może gdyby udało mi się uzyskać jakąś przewagę liczebną mógłbym zaliczyć wiktorię (nie, nie mówię o żadnej dziewczynie). I tutaj takie moje zapytanie kieruję w stronę Waszego grona: czy bylibyście skłonni połączyć siły przeciwko wspólnemu wrogowi? W pojedynke jesteśmy słabi ale razem możemy osiągnąć wszystko. Jak by was zainteresowała taka inicjatywa to piszcie do mnie (polkris.poczta@gmail.com). Z przyjemnością pochłonę nawet tą formę konwersacji. Pozdrowionka. Przesyłam Wam resztki pozytywnej energii ;)

  • pewien28 pisze:

    Złapałem depresję równo rok temu w wyniku splotu dwóch bardzo nie przyjemnych dla mnie zdarzeń (utrata ulubionej pracy – redukcja etatów i utrata jedynej osoby na której kiedykolwiek mi zależało – no cóż rzuciła mnie dla innego). Na początku nie zdawałem sobie z tego sprawy byłem u psychiatry przepisał lerivon, potem dostałem nową (mniej satysfakcjonującą) robotę i niby wszystko było o.k. Ale to że przestałem się leczyć to był największy błąd jaki mogłem popełnić , praca okazała się totalnym niewypałem (stres i ogólnie nie dla mnie), jednak za coś żyć muszę, zostałem też zupełnie sam i nie ukrywam że czuję się samotny, czasami topiłem smutki w alkoholu. Od 3-4 miesięcy jest fatalnie chodzę poddenerwowany, nie mogę w ogóle! spać., próbuję ułożyć sobie to wszystko, jestem zmobilizowany na 100% tylko tak jakby czasami po prostu odcina prąd zupełnie. Ponowna wizyta u psychiatry i diagnoza – ciężka depresja zdecydowanie zbyt późno zdiagnozowana, są leki i wróg jest mi już znany ale jak będzie zobaczymy. Żyje pod ogromną presją (sukcesu, wyjścia z domu itp. itd.), zmieniam się fizycznie (opuchnięte i sine od niewyspania oczy) ale muszę to jakoś ogarnąć bo będzie kiepsko…Życzę powodzenia wszystkim którzy muszą przez to przechodzić!

  • fdsdfv pisze:

    sdsfvdfvdfvfdvdfv

  • Anna Fałek pisze:

    Leczenie depresji jest objęte społecznym tabu, a osoby, które sięgają po profesjonalną pomoc, bywają stygmatyzowane. Jednak nie da się ukryć, że najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest udać się do lekarza psychiatry, który oceni, czy trzeba zacząć brać leki lub rozpocząć psychoterapię.

  • marek pisze:

    Z tego co widzę to zainteresowanie tym tematem jest spore , sam się leczę się na depresje i spory ciężar dźwigam, jeśli tez chorujecie to wiecie o co chodzi i współczuje Wam.

  • marek pisze:

    Dlaczego ludzie cierpią na depresję??? Bo ten świat jest chory!!!

  • Jolanta pisze:

    Dzień dobry.
    Zapraszamy na kolejne spotkanie grupy wsparcia dla osób, które chcą porozmawiać, wygadać się, zasięgnąć porady.
    Jeśli zmagasz się z depresją, zranieniem, osobistymi problemami to zapraszam do zajrzenia do nas. Podejdziemy do Twojego problemu wspólnie. Udział w grupie jest bezpłatny. Nie ma wśród nas osób profesjonalnie zajmujących się psychoterapią.
    Spotkania będą odbywać się w Krakowie przy ul. Długiej, raz w tygodniu w czwartki o godz. 18. Tel. do mnie, czyli prowadzącej grupę: 796 222 636. Jola

    Na całym świecie działają miliony takich grup – spotykających się cyklicznie w celu:
    - dzielenia się doświadczeniem w pokonywaniu związanych ze wspólnym problemem trudności,
    - dzielenia się wsparciem emocjonalnym,
    - zwalczania bezradności wobec problemu, własnej choroby, trudnej sytuacji życiowej itp.
    - budowania siły, nadziei i poczucia wartości wśród uczestników
    - wymiany użytecznych informacji
    - pogłębiania wglądu i zrozumienia u uczestników oraz szukania wspólnymi siłami rozwiązań.

  • długozdruzgotana pisze:

    mnie w depresję i autoagresje wpedził Bóg ;(

  • długozdruzgotana pisze:

    i nie będę z tego powodu włóczyć się po psychiatrach terapeutach czy egzorcystach różnych wyznań, czy swiecona woda sprawi, że Bóg przestanie być złośliwy, bezgrzeszny? Czy naprawi ona to, co Bóg zniszczył? Czy odda co zabrał? to jedne z elementow warunkujacych mój powrót do równowagi psychicznej i nie ksiądz, nie woda swiecona, nie tabletka od lekarza który to nie ma wpływu na Boga wobec mnie będzie dla mnie lekarstwem. Wizyta u lekarza w moim przypadku byłaby kolejną traumą, ksiądz nie ma takiej władzy jak Bóg, Boga znienawidziłam i straciłam zaufanie. NIE WIEM CO ROBIĆ! ;(((((((

  • długozdruzgotana pisze:

    w całym domu powyrywane moje włosy…bo Bóg dał mi więcej niż mogłam znieść ;((((

  • długozdruzgotana pisze:

    powroce do zaufania Bogu. Inaczej już nie potrafię. Przecież nie przestanę Go kochać. Życie bez Boga nie ma dla mnie sensu.

  • Hello There. I found your blog using msn. This is a very smartly written article.
    I will be sure to bookmark it and come back to learn more of your helpful info.
    Thank you for the post. I’ll certainly return.

  • Thanks for the good writeup. It if truth be told was
    a leisure account it. Glance advanced to more
    added agreeable from you! By the way, how could we keep in touch?

  • Andzia pisze:

    Nie muszę robić testów by wiedzieć, że mam depresję…aczkolwiek skusilam się, testy nie za ładnie wyglądają…Nie wiem ile to trwa od czego sie zaczęło wiem ze mnie to wkurza! Na zewnatrz (wesola miła i oh ah dziewczyna) gdy tylko nikt nie widzi mam ochote rozwalic wszystko mlotkiem golymi rekami, rycze z byle powodu, unikam… moje emocje sa sprzeczne..Rano staram się uśmiechnąc mowie że dam rade..pozniej jak nie wiadomo co wlaża mi do głowy myśli ktore potrafia mnie dreczyc przez b.dlugo zaczyna sie od”wyrzygiwania” rodzicom o zaniedbanie bo zamiast wspierac rozmawiac wolali chlac…byłego chłopaka z przesadna zazdroscia i skłonnoscia do ponizania mnie w kazdy mozliwy sposob…przyjaciół którzy chyba o mnie juz zapomnieli…rodzenstwo ktore samo ma problemy starajace sie mna manipilowac dawac zlote rady w efekcie wychodzi na to ze czuje sie gorzej bo nie jestem ładna jak jedna z siostr, utalentowana ba według nie których nie nadaje sie do niczego(ale zawsze jest to oczywiscie mowione w dobrej intencji) narzekam nawet na obecnego chłopaka który nie potrafi zachować się konkretnie…i wiele wiele innych…Wiem problem jest we mnie chce go rozwiązac, ale pojawia śię nastepny…gdyz wiem, ze bez pomocy specjalisty dlugo nie pociagne…Mieszkam w Londynie, owszem mogłabym sie zgłosic do przychodni ale terapia ze słownikiem dwujezycznym…słabo to widze z drugiej isc tu do polskiego lekarza to za sesje zaplacisz jak za zboze to jeszcze nie wiadomo czy to nie jakis partacz…Staram się cwiczyć jesc zdrowo zazywac witaminy ale to za mało. Moglabym sie tu rozpisać ze miejsca dla innych by nie starczyło, a jak widać nie tylko ja cierpie… mam nadzieję że każdy kto w taki sposob sie czuje w koncu znajdzie rozwiazanie jak wyeliminowac tą zaraze …

    • laki pisze:

      Nie masz depresji. Obniz niece wymagania od zycia i wszystko bedzie OK. Jestes zla ze, swiat nie jest idealny. Wiekszosc ludzi usmiecha sie , choc sa smutni lub zli. Chlopaka idealnego tez nie znajdziesz bo takich nie ma. Ty tez nie jestes idealna. Jesli mozesz wroc do kraju. Za granica bardzo latwo o depresje. Zaczyna sie czesto od samotnosci, bezradnosci.

      • Andzia pisze:

        Wiem Laki ze swiat nie jest idealny od kiedy pamietam, kazdy mi o tym zawsze przypominal…wymagan tez nie mam za wielkich tak przynajmniej mi sie wydaje.Jesli chodzi o ostatni wpis to fakt bylam zla dalej jestem i gdzies musialam sie wykrzyczec i tez nie twierdze ze jestem idealna wrecz przeciwnie mam mnostwo wad ktore sama widze, chce je zmienic. Wczesniej (okolo 3 lata temu) przez ponad pol roku chodzilam na terapie choc nie ze wzgledu na siebie, gdzie odkrylam wiele rzeczy na swoj temat( dlugo by pisac) terapeutka oczywiscie zachecala mnie na dalsze sesje gdyby nie fakt ze odchodzila z panstwowej sluzby na prywatna pewnie bym kontynuowala. To czego sie nauczyłam to własnie walczyc z przytłaczajacymi myslami ktore nie pozwalaja mi normalnie myslec robic cokolwiek, jest bardzo ciezko raz sie uda dwa razy nie.Mowie do siebie ze mam depresje bo nie wiem jak wytlumaczyc to co sie dzieje w moim umysle …do Pl wrocic moge ale nie mam do czego…Dzieki za wpis pozdrawiam.

  • DS pisze:

    Dobra, kpiarski ton jak dla mnie spoko. Przy punkcie o zarobkach nawet się uśmiechnąłem.

  • Depresja pisze:

    Hmmm chyba nie odważyłabym stawiać diagnozy na odległość nie znając osoby i jej problemów/symptomów….

  • Każdy z nas zetknął się z przedmiotem, polecam
    zaznajomienie się z faktem.

    My web-site; wynajem ksero gliwice

  • MR MASON HARRIS pisze:

    Witam Panie / Pani,

    Czy potrzebujesz pilnie pożyczki zapłacić rachunki lub do innych celów? Jeśli tak, prosimy o kontakt na nasz e-mail biura poprzez: gannettloaninvestment@gmail.com w 2% stopy procentowej liczby Company 919716432557, do szybkiej odpowiedzi na żądanie. Dzięki.

    Z poważaniem,
    Pan Mason Harris

  • załamana pisze:

    Jestem o maly krok od zrobienia tego tylko patrze na dzieci i sa takie niewinne Boże pomóż mi ti zwalczyć

  • załamana pisze:

    Milion razy powtarzalam sobie dziś wstań zacznij cos robić czemu takie trudne to jest

  • załamana pisze:

    Powinny coś zjeść

  • załamana pisze:

    Jak mam iść do pracy

    • Inkognito pisze:

      Załamana, z pośród tych wszystkich komentarzy po twoich odczułem że jest naprawdę źle. Jak kiedyś tutaj zajrzysz to daj znać czy chcesz porozmawiać lub czy jest już lepiej. I jedz bo nie będziesz umiała dojść nawet do ubikacji. Wiem jak to jest…

  • ja pisze:

    Czytam to wszystko, o czym tutaj piszecie i jestem załamany. Jestem tym, o którym tak często tutaj wspominaliście – tym, który nie zdawał sobie sprawy (do teraz) ze skali tego problemu. Wszedłem na tę stronę, aby zaczerpnąć pewnych informacji, porad, pomocy. Chcę pomóc swojej żonie. Naszą historią mógłbym zapisać tutaj wiele linijek i podskórnie czuję, że by to mnie w pewnym sensie „wyzwoliło”, ale… nie chodzi o mnie. Napisze tylko, że od pięciu lat staramy się o dzieci. Nieskutecznie (5 prób invitro). Do tego dochodzi bardzo stresująca praca żony (sprzedaż, mobbing dzień w dzień) i jeszcze kilka innych spraw, które można by nazwać źródłami choroby. Większość z opisanych w artykule objawów widocznych jest obecnie jak na dłoni. Nie jest więc wesoło, ale mam pewien plan i nadzieję. Mam nadzieję, że mi się uda odwrócić to, co postępuje od pewnego czasu. Trzymajcie kciuki, tak jak ja będę trzymać za Was. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś tutaj zajrzę, ale po przeczytaniu wszystkich tych komentarzy czułem, że muszę coś napisać. Dziękuję za uwagę i jeszcze raz – trzymam kciuki za Was, za nas wszystkich. Jak trudno by nie było, chce wierzyć, że będzie dobrze.

  • Jeśli miałbym kogoś polecić to tylko Pograj WEuro Lottery Uk

    My website zagraj w loteria Euromillions

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>